Minęło już dwa lata od wyprawy Piotra Opaciana kanadyjką Palavą do Brazylii rzeką Xingu. W końcu doczekaliśmy się książki.

XINGU_okladka_180.jpg W roku 2008 Piotr Opacian zorganizował pierwszą w dziejach Amazonii wyprawę kajakową nurtem rzeki Xingu, która płynie przez dziewicze tereny dżungli, zamieszkałe przez plemiona Indian, odważnie strzegące swej niezależności. Jej uczestniczy wyposażeni we wszystkie wymagane dokumenty – zwodzeni przez rządową administrację, uwięzieni przez nieufnych Indian – stali się ofiarami tego trudnego dialogu między plemionami pragnącymi zachować swą tożsamości a rządową organizacją FUNAI. Dzięki zdobytym podczas wyprawy doświadczeniom i szerokiej wiedzy na temat historii amazońskich Indian powstała pasjonująca książka, która stanowi najbardziej aktualne źródło informacji na temat dzisiejszej rzeczywistości Indian Amazonii. Książka Xingu rzeka wolnych Indian wydana została przez wydawnictwo Bernardinum w serii Poznaj Świat.
Dodatkowe informacje, fragmenty książki oraz możliwość zakupu na stronie autorskiej: www.piotropacian.pl

Magazyn WIOSŁO -- 29.07.2010 o 23:45 -- 4 koment.

komentarze

23.08.2010 o 21:38

Skończyłem czytać.
Szkoda, że książka jest taka krótka. W momencie, w którym nareszcie napięcie sięga zenitu i nerwy są na skraju... akcja się nagle urywa.
Panie Piotrze - aż się chciałoby przeczytać ciąg dalszy! Jak to napisać, żeby nie zdradzić zakończenia czytelnikom, ale... Czy potem, po "wizycie" u Indian, nic już się nie działo? Żadnej przygody na rzece?
Nie, żebym był fetyszystą i cieszył się z problemów innych, ale opisy spotkania z kajmanem, okapi, wężem, małpami - dodają smaczku całości. Szkoda, że tak mało - opisów, bo podobnych spotkań pewnie była cała masa. Wiem, że jakaś selekcja wydarzeń musiała być. Ale taka selekcja pozostawiła u mnie niedosyt...
Niestety, wcześniej czytałem książki-gawędy Cejrowskiego. Nie można ukrywać, do poziomu takiej swobodnej gawędy jednak brakuje. Mało tej rzeki, dużo historii, czasami jak na wykładzie się czułem.
Ale daleki jestem od krytykowania - nie byłem tam, to nie mam podstaw. Książki również nie pisałem, więc również nie chcę być wyrocznią w kwestiach warsztatowych.
Cieszę się przede wszystkim, że oprócz odbycia samych wypraw, jest później chęć podzielenia się tym wszystkim. I czekam na kolejną pozycję. Bo wierzę, że taka będzie i będzie się ją czytało jeszcze lepiej, niż tą!
I co? I jednak bym polecał każdemu do przeczytania. Zwłaszcza, że powiedzmy szczerze, droga ona nie jest!

/maati

25.08.2010 o 09:11

Dziękuję za wnikliwy komentarz. No cóż książka właśnie taka miała być. Krótka i pozostawiać niedosyt. Dyskretnie pokazująca bliskość dwojga osób na wyprawie. Nie miała epatować wydarzeniami "typu Rambo". Pod pretekstem opisu wyprawy ma przekazać jak najwięcej informacji o zjawisku "Xinguanos", o którym mało kto słyszał w tej części świata - i to jest jej wartość. Wiem oczywiście, że dużo łatwiej zachwycić pisząć o spotkaniu z anakondami itp. niż o historii, ale mój wybór jest przemyślany od początku - podjąłem to wyzwanie zdając sobie sprawę, ze niektórych może ten mini wykład (tak bo to jest mini wykład!) znudzić. Zgadza się mało rzeki a dużo historii, ale historii niewiarygodnej - wierzę, że wartej poznania! Historii nierozerwalnie związanej z rzeką Xingu. A może przez to książka jest ambitniejsza od tych gawęd?
Przygotowanie tej wyprawy było bardzo trudne - koszty, czas, zaangażowanie. Napisanie jeszcze jednej gawędy tylko o spotkaniach z kajmanami, wężami koralowymi... nie skupiając się na sednie Xinguanos obróciłoby w niwecz cały ten mozolny wysiłek zbierania informacji o historii i problemach społeczno-ekonomicznych Indian tego regionu.
Pozdrawiam,

~Autor

25.08.2010 o 19:40

Panie Piotrze,
Mój komentarz nie miał za zadanie obrazić:)
Jeżeli celem Pana było przedstawić historię, to rzeczywiście się udało:)
Tylko że w takim razie moim marzeniem byłoby, żeby to było coś w rodzaju książki pani Antoniny Żabińskiej, jak "Ludzie i zwierzęta".
O gawędach pana Cejrowskiego wspomniałem dla kontrastu. Nie mówię, że mi się one bezkrytycznie podobają (są śmiesznym zbiorem anegdot, ale jako źródło wiedzy o Ameryce Południowej średnio się sprawdzają).
Ja traktowałem jednak Pana książkę jako relację z wyprawy. A tej wyprawy, jak dla mnie, jest za mało. Historia kończy się w najciekawszym momencie i z niecierpliwością czekam na jakiś sequel :)

/maati

08.09.2010 o 19:34

Gratuluję wspaniałej wyprawy i b. dobrej książki. Również ze smutkiem rozstawałem sie z lektura gdy dobiegała końca. Mój ulubiony fragment to moment wizyty dzikiej świni w obozowisku, czytałem go wkólko na głos swojej dziewczynie aż zaśmiewaliśmy sie do łez. Jeszcze raz gratuluje wydawnictwa.

~anonimowy kajakoholik

Moderujemy komentarze. W trosce o jakosc dyskusji usuwamy wulgarne lub niezwiązane z tematem komentarze.

Dodaj swój komentarz:
Treść:
Podpis:

Bronimy się przed automatami spamerów, dlatego niezalogowani muszą odpowiedzieć na pytanie:Jeden plus jeden?
Jaką liczbę otrzymam, jeśli dodam jeden do liczby kajaków na powyższym zdjęciu?
 
 

Materiał pochodzi z serwisu
kajak.org.pl